Nadszedł tak upragniony przez niektórych piątek, piąteczek, piątunio. A skoro tak, to zapraszam Cię do zrobienia sobie przerwy od pracy i natrętnych myśli. A więc czas na zasłużony odpoczynek. Ale zanim ten odpoczynek nastąpi zapytam Cię – jak często robisz przegląd samochodu, którym jeździsz?

I jak brzmi odpowiedź? Kiedy robiłeś ostatni przegląd Twojego cacka?

A teraz zapytam Cię prowokująco – kiedy robiłeś przegląd siebie, swoich myśli, tego gdzie jesteś i co czujesz? Na ile to, co robisz, czujesz, jest zgodne z tym, co kiedyś, dawno temu było Twoim marzeniem, pasją? Jak blisko jesteś tego marzenia? Przystań na chwilę. Zrób wgląd w siebie. Otwórz na siebie oczy. Otwórz na siebie serce. Otwórz umysł.

Może jest Ci z czymś niewygodnie? Może podążasz za kimś lub za czymś? A może idziesz cudzą, nie swoją drogą? Spróbuj spotkać siebie. Wyjdź naprzeciw siebie. Wyjdź na przeciw swoim potrzebom, oczekiwaniom. Spójrz na swoją twarz. Czy na pewno znasz ją dobrze? Spójrz sobie w oczy. Czy widzisz w nich przyjaciela? A może ciepłą przystań? A co z bezpieczeństwem? Jak czują się Twoje marzenia? A jak czuje się Twoje serce? Na ile chce doświadczać siebie w sobie i siebie w drugim człowieku?

Wybierz jedno ze zdjęć widocznych przy tym wpisie, które najlepiej do tego pasuje, które oddaje Twój aktualny nastrój i to, co czujesz w tym momencie.

A teraz przypatrz się temu zdjęciu i odpowiedz sobie na powyższe pytania. Opowiedz na głos to, co czujesz, co myślisz, gdy patrzysz na to zdjęcie?

A co teraz sądzisz, gdy powiedziałaś/powiedziałeś to na głos? Gdy usłyszałaś/usłyszałeś swoje wewnętrzne myśli?

Co zabierasz ze sobą? Jakie refleksje przychodzą Ci do głowy?

Inspiracją do tego ćwiczenia było dla mnie obejrzenie w dniu wczorajszym filmu: „Żona” z Glenn Close. Przypomniał mi się kolejny: „W pogoni za szczęściem” i jeszcze kolejny: „Pole marzeń”. I wtedy zdałam sobie sprawę, jak wielu z nas, z różnych powodów odkłada na bok, chowa pod dywan, wyrzuca do kosza swoje marzenia, pragnienia i gubi w ten sposób siebie, a z czasem wręcz zatraca własne „JA”, podążając cudzą, nie swoją drogą. Każdy z nas bywa pełen marzeń i nadziei. Jedni chcą podróżować, brać udział w zawodach, pisać, tworzyć, zajmować się domem itd. Ale potem często musimy porzucać swoje plany… Ale od razu włącza się mój coachingowy umysł… CZY NAPRAWDĘ MUSIMY? MUSIMY? A KTO NAM TAK KAŻE? Dlatego pamiętajcie „nigdy nie dajmy sobie wmówić, że czegoś nie potrafimy, albo czegoś nie umiemy, bo tymi, którzy tak mówią kierują ograniczenia i słabości. Oni tak mówią, bo sami tego nie potrafią i nie wierzą we własne możliwości. Nie dajmy zabić w sobie własnych marzeń”. Wyrzekanie się własnych marzeń, to jak wyrzekanie się siebie. Okazuje się bowiem, że wyrzeczenia u schyłku naszego życia bywają bezsensowne, zgubne i prowadzą jedynie do żalu za utraconymi możliwościami, do przygnębienia, goryczy, a w rezultacie do zgorzkniałości.

A teraz naprawdę zasłużyliście na weekendowy odpoczynek, bo zrobiliście coś naprawdę wielkiego, odbyliście podroż do wnętrza siebie i zrobiliście potrzebny nam wszystkim od czasu do czasu przegląd. 🙂

Z coachingowym pozdrowieniem <3