Jest piękne lato. Słońce, ciepło, lekki wiatr. Żyć nie umierać. Taka pogoda sprzyja przebywaniu na łonie przyrody i obserwacji tego, co nas otacza. Przeczytałam ostatnio, że od przyrody można się uczyć. Siedząc i napawając się pięknem otaczającej natury, obserwacją i wsłuchiwaniem się raz w otaczającą ciszę, a raz w odgłosy natury, próbowałam sprawdzić, czego mogę nauczyć się od przyrody. I wiecie zauważyłam, że faktycznie można nauczyć się od niej bycia cierpliwym, wytrwałym i opanowanym. Niektóre zwierzęta i owady wyczekują odpowiedniego momentu, chwili, która będzie tą przełomową, nawet, gdy na początku nie widzą wyjścia, to jednak cierpliwie czekają i robią „swoje”. Najlepiej widziałam to obserwując pracowite mrówki, kota, który polował na swoją zdobycz i wronę, która z determinacją cechującą bardzo zmotywowanego człowieka, próbowała rozbić znaleziony orzech. Na koniec, gdy jej początkowe próby nie przyniosły spodziewanego przez nią efektu, wzięła orzech i rzuciła go na ulicę pod nadjeżdżający samochód. I udało jej się – osiągnęła swój cel, orzech został rozjechany, a to, co było w środku stanęło w zasięgu jej dzioba. A Wy, próbowaliście kiedyś poobserwować otaczającą Was przyrodę? Co zauważyliście? Na co zwróciliście szczególną uwagę? Co przykuło Wasz wzrok na dłużej? Czy zapisaliście sobie w pamięci jakieś obrazy związane z tą obserwacją? I w końcu, co Wam podobało się w tych zapamiętanych obrazach najbardziej?

Kiedyś od jednej z moich mentorek na studiach podyplomowych z coachingu usłyszałam takie bardzo mądre zdanie, które utkwiło mi w pamięci i które jest jakoś tak w zgodzie ze mną, że jedyną pewną rzeczą na tej ziemi, jest zmiana – metamorfoza. To zdanie jest ważne dla mnie, gdyż uważam, że zmiana czy też metamorfoza, jest jednym z podstawowych warunków sprzyjających rozwojowi człowieka. A Wy co o tym myślicie?

W mojej pracy zdarza mi się spotykać ludzi, którzy mają wieloletnie doświadczenie w jakiejś dziedzinie i dlatego uważają, że szkolenia są im niepotrzebne, a czytanie książek z ich dziedziny, to strata czasu. Czasem chwalą się dodając, że mają 10 czy 20-letnie doświadczenie, a potem w trakcie rozmowy okazuje się, że tak naprawdę, mają jeden rok doświadczenia powtarzany przez 10 czy 20 lat. Ten jeden rok „prawdziwego” doświadczenia, to przeważnie pierwszy rok ich pracy, kiedy byli jeszcze pełni zapału, entuzjazmu i pewności, że to oni zmienią świat i to, co ich otacza. Wówczas też niosły ich niewidzialne skrzydła, a ich motywacja była na poziomie „100”, w skali od 1 do 10. 🙂 Teraz cieszą się, że „dzisiaj jest piątek, piąteczek, piątunio”, a smucą się, że „jutro jest poniedziałek”.

Pojawia się więc pytanie – z jakiego powodu tak jest? Co się srało, że tak się dzieje, a w zasadzie, że się nie dzieje? Odpowiedź jest prosta – ponieważ przestali się rozwijać, wpadli w rutynę, stanęli w miejscu. Albo co gorsza, uważają, że są już ekspertami w swojej dziedzinie i nikt i niczego ich już nie nauczy, ani niczym nie zaskoczy.

Jestem przeciwna takiemu podejściu i za wszelką cenę sama tego unikam, choć jestem także świadoma, że  bez naszego pozwolenia nikt nie może sprawić, że się czegoś nauczymy. W moim przypadku zmiany – metamorfozy, które mnie dotykają, są naturalnym elementem mojego życia i odbywają się nie niszcząc granic mojej własnej strefy komfortu. Malo tego, poruszając moją własną strefę odwagi, stają się dla mnie ważnym fundamentem w procesie zmiany. Żeby było jasne. Ta granica strefy komfortu, w której przestaje mi być wygodnie, która mnie w jakiś sposób ogranicza lub w której zaczynam czuć się mało bezpiecznie lub zwyczajnie przestaje mi być wygodnie, sprawia, że na poziomie świadomym zaczynam ją poszerzać – rozciągać lub przebudowywać. I właśnie jeśli uświadamiam sobie tą potrzebę nieuchronnej zmiany i mam na nią kontrolowany wpływ, to wtedy właśnie dzieje się największa magia. Magia zmiany – metamorfozy.

Są metamorfozy większe i mniejsze. Te większe dzieją się w przełomowych momentach naszego życia na przykład, kiedy się zakochujemy, kiedy wychodzimy za mąż lub bierzemy ślub, kiedy na świecie witamy nasze nowo narodzone dziecko, kiedy się rozstajemy, kiedy żegnamy kogoś nam bliskiego, kiedy zmieniamy miejsce zamieszkania, kiedy zmieniamy pracę, a nawet zawód, kiedy zakładamy własną firmę, kiedy stajemy przed jakimś ważnym wyborem. Jednym słowem dzieje się tak zwykle, gdy wchodzimy w nowe role, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Wówczas te zmiany są bardzo widoczne. Z kolei te pozornie mniejsze zmiany – metamorfozy zdarzają się w naszym życiu regularnie, na co dzień. Często są niezauważalne, bo następują stopniowo. Zmieniamy się dzięki członkom naszej rodziny, przyjaciołom, znajomym, współpracownikom, szefom, a czasem także dzięki komuś przypadkowo spotkanemu. Dlaczego tak na nas działają niektórzy ludzie? Ponieważ inspirują, zachęcają nas do podejmowania działań, nowych wyzwań, stawiania czoła przeciwnościom, do rozwoju i jednocześnie tworzą środowisko sprzyjające temu rozwojowi. Przypomnijcie sobie stare i jakże prawdziwe przysłowie: „Z kim się zadajesz, takim się stajesz”. J Mam jeszcze inne równie prawdziwe: Nasze życie może potoczyć się zupełnie inaczej, gdy na drodze, którą podążamy, spotkamy człowieka potrafiącego spowodować ujawnienie się naszego potencjału.I co, które powiedzenie jest bliższe Waszemu sercu?

Wracając jednak do tytułowej metamorfozy, zmieniamy się także dzięki doświadczeniom życiowym, wyzwaniom, które bierzemy na siebie, bo musimy lub dlatego, ponieważ decydujemy się na nie. To one powodują, że czujemy się silniejsi lub słabsi, że mamy wpływ na swoje życie i kolejne podejmowane decyzje lub oddajemy kierowanie swoim życiem innym,  a także za to, że jesteśmy ludźmi sukcesu lub porażki. Zmieniamy się w końcu dzięki naszym marzeniom. To właśnie one są z nami od początku, poruszając nasze serca i rozbudzając emocje, które są także ważnym elementem zmiany – metamorfozy. To właśnie one pozwalają nam nie poddawać się i wierzyć w to, że „każdy problem, to  okazja w przebraniu”, a „chcieć, to móc”.

Pamiętajmy jednak, że te mniejsze zmiany – metamorfozy składają się na te wielkie, ogromne, które rewolucjonizują nasze życie i czasem zmieniają je o 180 stopni, a ich klasyfikacja jest zupełnie umowna. Bo to, co dla jednych jest małe, dla innych jest ogromne.

Zachęcając wszystkich do świadomych zmian, chcę się z Wami podzielić, kiedy u mnie nastąpiła największa metamorfoza. Miała ona miejsce wtedy, gdy wzięłam pełną odpowiedzialność za swoje życie. Przestałam oczekiwać, że ktoś mi coś da, że klient na szkolenia czy coaching znajdzie się sam, że kolejne rozdziały, kolejnych moich książek czy artykułów napiszą się same, a scenariusz i ćwiczenia na warsztaty dla kobiet ułoży nieznany Ktoś. Zrozumiałam, że takie rzeczy nie dzieją się same i trzeba na nie po prostu samodzielnie zapracować. Przestałam bać się tego, co mogłoby się stać, i zaczęłam mieć realny wpływ na to, co się dzieje. W efekcie zaczęłam robić to co kocham, co jest dla mnie i dzięki mnie możliwe, co jest w moim zasięgu, wykorzystując to co mam, tu gdzie jestem i najlepiej jak potrafię, wkładając w to całe moje serce i wykorzystując rozum. Wyszłam do cudownego, pięknego świata, pełnego niespodzianek i pokazałam, co mam mu do zaoferowania. Założyłam firmę, określiłam priorytety i wartości, którymi kieruję się w swojej pracy tak, aby serce zawsze było nierozerwalne z rozumiem – jak w reklamie. Odrzucając lęk, „otworzyłam do świata szeroko ramiona, a wtedy świat otworzył ramiona na mnie”. Tym dla mnie jest metamorfoza i tak zadziałała na mnie. Teraz mogę śmiało kierować się zasadą: „Gdy mnie potrzebujecie, a nie chcecie – zostaję. Gdy mnie chcecie i nie potrzebujecie – odchodzę.” 🙂

A jak jest u Was? Czy już przeszliście swoją metamorfozę? Zachęcam do opisania swojej zmiany i bycia tym samym inspiracją dla innych.

Tych, którzy jeszcze nie przeszli metamorfozy i zastanawiają się, czy warto zapraszam do kolejnego wpisu na blogu. Przygotuję dla Was ćwiczenie oparte na metaforze, a tym czasem przesyłam moc pozytywnej energii do działania i dokonywania odważnych zmian. Udanej metamorfozy 🙂