Misja, która kształtuje ludzi i organizacje
W dzisiejszym dynamicznym świecie biznesu, gdzie zmiany są na porządku dziennym, a adaptacja kluczem do przetrwania, coaching i szkolenia często bywają postrzegane jako narzędzia do poprawy efektywności czy podniesienia KPI. Jednak dla wielu z nas, którzy zanurzyli się w tę profesję, jest to coś znacznie głębszego – to prawdziwa misja. Misja wspierania, rozwijania i wydobywania pełni potencjału z ludzi. Moja własna droga do bycia trenerem jest tego najlepszym przykładem.
Od koordynatora do trenera
Pracując w Dialogu, gdzie zarządzałam ludźmi, moją dodatkową funkcją, jak każdego koordynatora, było wdrażanie nowych pracowników. Specjalizowałam się w tym, ponieważ doskonale znałam procedury, regulaminy, a rozmowy z ludźmi – nawet z tak zwanym “trudnym klientem” – przychodziły mi z łatwością. W moim DNA zawsze było pomaganie innym i rozwiązywanie problemów, więc rola szkoleniowca “nowych” niejako naturalnie mi przypadła.
Tylko że po pewnym czasie, czegoś mi brakowało, a to powoduje u mnie taki stan, że “zaczyna mnie nosić”. Obserwowałam, że owszem, szkolimy nowe osoby, ale co z tymi, którzy pracują już dłużej? Nabywają wiedzę, szlifują umiejętności, ale co z podtrzymywaniem tego i rozwijaniem, specjalizowaniem w różnych obszarach? Obowiązków było naprawdę dużo, a potrzeby rozwojowe obecnych pracowników często schodziły na dalszy plan.
I tak wpadłam na pomysł, aby w naszym dziale powstało stanowisko dedykowanego trenera wewnętrznego, który dbałby nie tylko o nowych, ale także o rozwój tych z dłuższym stażem pracowników. To było coś więcej niż innowacja – to była odpowiedź na realną potrzebę.
Od pomysłu do realizacji
Jak to Kasia, nie odkładając niczego na później, poszłam do ówczesnego dyrektora – Marcina i opowiedziałam mu o moim pomyśle. Jakież było moje zdziwienie, gdy Marcin wcale ze mną nie dyskutował, nie powiedział „to niemożliwe” ani „to stanowisko jest niepotrzebne”. Zamiast tego, z entuzjazmem powiedział: „Super pomysł! Opisz to stanowisko, określ jego cele krótko- i długoterminowe, i wróć z tym do mnie, a ja pójdę do prezesa.”
I tak też się stało. Nie czekałam na lepszy czas, nie zastanawiałam się, jak to zrobić, skoro nigdy wcześniej nie opisywałam stanowisk. Po prostu ściągnęłam opis mojego koordynatorskiego stanowiska i na tej podstawie stworzyłam opis trenera wewnętrznego. I w ten oto sposób rozpoczęłam moją przygodę z tym fantastycznym zawodem!
Wtedy tego nie wiedziałam, ale teraz już wiem, że nie ma idealnego momentu, by zacząć działać. Trzeba po prostu sprawić, by ten moment był odpowiedni. To powiedzenie idealnie oddaje esencję mojego przejścia do roli trenera. Odwaga, by nie odkładać na później, by uderzyć z pomysłem, nawet jeśli wydaje się on nierealistyczny, czy nawet gdy nie ma się gotowego szablonu. Dziś już wiem, że to właśnie moja misja pchała mnie do przodu.
Od pielęgniarki ciała do pielęgniarki duszy
Praca trenera i coacha to dla mnie ciągłe świadectwo, że rozwój nigdy się nie kończy, a potencjał tkwi w każdym z nas. Kiedyś moja młodsza córka, Julka, zapytała mnie, czy kiedykolwiek żałowałam, że odeszłam z pierwotnego zawodu i nie jestem już pielęgniarką. Odpowiedź pojawiła się natychmiast: „Nie, Julcia – ja nie odeszłam tak do końca z zawodu. Kiedyś byłam pielęgniarką od potrzeb fizycznych, teraz jestem pielęgniarką duszy.”
To jest właśnie ta misja, która pomaga innym w rozwoju, w radzeniu sobie ze stresem, w odkrywaniu ich własnych mocnych stron i w budowaniu życia, które jest autentycznie ich. To jest jak bycie blisko klienta, tak jak kiedyś byłam blisko pacjenta – nie z daleka, ale tuż obok niego, wspierając w każdej chwili. To praca, która daje mi poczucie głębokiego sensu i spełnienia, udowadniając, że szkolenie i coaching to znacznie więcej niż zawód – to powołanie.


Najnowsze komentarze