Kapitan własnego rejsu

Dziś zupełnie inny wpis. Nie o sprzedaży, nie o tabelkach i nie o liderze bez zbroi wprost. Dziś o fundamentach, które budujemy, gdy nikt nie patrzy.

W miniony weekend byłam w górach. Wybraliśmy trasę z Harrachova, wędrując szlakiem, który prowadził nas obok malowniczych Wodospadów Mumlawy, a potem wspinaliśmy się w stronę grzbietu. Mijaliśmy Vosecką Boudę i wędrowaliśmy wzdłuż Śnieżnych Kotłów. Ten widok zapiera dech w piersiach i uczy pokory. Stamtąd, przez Halę Szrenicką, zeszliśmy do Szrenicy i dalej, w stronę Schroniska pod Łabskim Szczytem, by w końcu dotrzeć do Martinovej Boudy.

To była długa trasa. Wymagająca fizycznie, ale dająca niesamowitą przestrzeń. Czas na przemyślenia, na bycie sam na sam ze swoimi myślami, bez szumu powiadomień i pilnych spraw. To była fantastyczna podróż wgląd w siebie. I tam, patrząc na ogrom Karkonoszy, w mojej głowie zaczęła kiełkować pewna metafora.

Wyobraź sobie statek…

To potężna konstrukcja. Ma swój unikalny kształt kadłuba, składa się z tysięcy części. Od najmniejszej śrubki po potężny silnik. Różne czynniki zewnętrzne takie jak fale, wiatr, prądy morskie, nieustannie go doświadczają i na niego wpływają. Aby ten statek mógł płynąć, każda z tych części musi być zadbana, sprawna i gotowa do działania. Zaniedbanie jednego elementu może zagrozić całej jednostce.

Wyobraź sobie ten statek…

Żeby wypłynął z portu, potrzebna jest najpierw nauka nawigacji, budowy, zasad bezpieczeństwa. Potem przychodzi praca. W czasie rzeczywistym, tu i teraz, niezbędne jest wykonywanie wielu, czasem skomplikowanych czynności. Trzeba korygować kurs, obserwować pogodę, zarządzać maszynownią. To ciągły ruch, ciągła uważność, żeby statek płynął bezpiecznie do celu.

Wyobraź sobie, że ten statek...

…potrzebuje ludzi. Żeby powstać, żeby funkcjonować, żeby jego istnienie miało sens. Czasem to samotny żeglarz na małym jachcie, kiedy indziej cała załoga na wielkim kontenerowcu. Są też pasażerowie, dla których ten rejs jest celem samym w sobie. A do tego obsługa portowa, stoczniowcy, konstruktorzy, którzy ten statek najpierw wymyślili i zbudowali. Pomyśl, ile tu zależności przypadkowych i nieprzypadkowych spotkań, od których zależy los rejsu.

Wyobraź sobie w końcu, że ten statek...

Czasami stoi w miejscu przycumowany do nabrzeża, bezpieczny w porcie, a czasem przechodzi remont, a innym znów razem unosi się na pełnym morzu, dokądś zmierza, kieruje się w stronę nowego portu, mniej lub bardziej nieznanego lądu. A kiedy jest na pełnym morzu i wokół tylko horyzont, mogą wiązać się z tym różne myśli. Te techniczne, dotyczące głębokości i kursu, ale i te głębsze, dotyczące świata, jego ogromu, skończoności i nieskończoności…

Wyobraź sobie TEN statek i wyobraź sobie teraz jego mostek kapitański...

Od jakości sprzętu, od wiedzy kapitana o tym, jak te wszystkie urządzenia w środku działają, współgrają, jakie są między nimi zależności i co zrobić, kiedy nagle GPS przestaje działać lub silnik odmawia posłuszeństwa… Od tego wszystkiego zależeć będzie jakość rejsu, liczba sztormów, które przetrwacie, ostrość bądź łagodność morskiego tańca… To kapitan decyduje, jak sterować, by ominąć rafę lub bezpiecznie przejść przez burzę.

A teraz wyobraź sobie, że ten statek to Ty...

Twój umysł to mostek kapitański. Twoje ciało to kadłub i silnik. Twoje emocje to prądy i wiatr. Twoje relacje to załoga i pasażerowie.

Jako trener i coach, na co dzień pracuję z Wami nad Waszymi mostkami kapitańskimi. Pomagam Wam zrozumieć, jak działają Wasze wewnętrzne mechanizmy, jak sterować w trudnych warunkach, jak budować zaufanie załogi czyli zespołu. Ale prawda jest taka, że ja też jestem statkiem. Ja też potrzebuję dbać o swój kadłub, o sprawność swoich silników i o czystość horyzontu.

Często mówimy o superwizji, o mentoringu i to jest mega ważne, to nasza obsługa portowa. Ale takie bycie ze sobą, jakie miałam w Karkonoszach, jest równie kluczowe. To czas na kalibrację moich własnych instrumentów, na sprawdzenie, czy mój kurs wciąż jest właściwy, na wsłuchanie się w szum własnych myśli bez filtrów zewnętrznych oczekiwań.

To fascynujące połączenie bycie ekspertką, która uczy innych nawigacji, i jednoczesne bycie wieczną uczennicą własnego rejsu. Bo autentyczność lidera, trenera, coacha rodzi się właśnie wtedy, gdy potrafi on z szacunkiem zadbać o własny statek. Tylko wtedy może pewnie prowadzić innych przez głębokie wody.

Życzę Wam w tym tygodniu, abyście znaleźli czas, by spojrzeć na swój statek z dystansu i sprawdzić, czy na Waszym mostku kapitańskim wszystko działa tak, jak powinno.

Katarzyna



Postaw mi kawę na buycoffee.to