Czego „Fight Club” uczy o nowoczesnym coachingu?
W ten weekend zrobiłam coś, co od dawna było na mojej liście. Po latach zachwytu nad kultowym filmem Davida Finchera, w końcu sięgnęłam po pierwowzór – książkę Chucka Palahniuka pt. „Fight Club”.
Film jest doskonały, ale książka? Książka to brutalna, niemal fizyczna wiwisekcja duszy. Czytając ją, nie mogłam przestać myśleć o słowach Carla Gustawa Junga:
„Jeśli idziesz na spotkanie ze sobą, ryzykujesz, że spotkasz siebie.”
Spotkanie z Cieniem czyli podziemny krąg w każdym z nas
Główny bohater Palahniuka to w sumie każdy z nas. Człowiek sukcesu, który sypia w katalogu IKEA, definiuje się przez markę mebli i cierpi na bezsenną pustkę. Tworząc postać Tylera Durdena, nieświadomie powołuje do życia swój jungowski Cień. Wszystko to, co wyparł – dzikość, odwagę, bezkompromisowość, ale i destrukcję.
To zestawienie jest niesamowicie głębokie, bo uświadamia nam jedno, że uciekając od pustki, często tworzymy alternatywne wersje siebie. Ale prawdziwa konfrontacja następuje wtedy, gdy stajemy twarzą w twarz z tym, kim naprawdę jesteśmy pod warstwą kredytów, oczekiwań społecznych i ładnych, modnych ubrań.
Coaching to nie głaskanie po głowie
Wiele osób myśli, że coaching to tylko pozytywne afirmacje. Dla mnie, po lekturze „Fight Club”, coaching to proces znacznie bliższy idei podziemnego kręgu, tyle tylko, że oczywiście bez siniaków i krwi. Chociaż…
Mimo wszystko jest to bezpieczna przestrzeń do walki o własną prawdę.
W coachingu, podobnie jak w książce, dochodzi do momentu, w którym musisz puścić to, co nie jest Tobą. To bolesny, ale oczyszczający proces przewartościowania świata. Dlaczego to ryzykowne? Bo spotkanie z samym sobą zmusza do wyjścia z bezpiecznej strefy, do dokonania nowych wyborów. Nie możesz już udawać, że Twój katalog IKEA Cię uszczęśliwia, jeśli odkryłeś, że Twoje serce bije dla czegoś zupełnie innego.
Nowe wybory na zgliszczach starego Ja
Palahniuk pisze: „Dopiero gdy stracisz wszystko, jesteś wolny, by zrobić cokolwiek.” W pracy nad sobą nie chodzi o to, by wszystko zniszczyć, ale by mieć odwagę przewartościować fundamenty.
Spotkanie z własnym Cieniem w procesie odkrywania siebie pozwala na:
- Akceptację prawdy. Przestajesz walczyć z tym, kim jesteś, a zaczynasz z tego korzystać.
- Odwagę wyboru. Już nie wybierasz tego, co wypada, ale to, co z Tobą rezonuje.
- Odzyskanie energii. Walka z samym sobą, tłumienie swoich pragnień, zabiera mnóstwo sił. Kiedy przestajesz uciekać, odzyskujesz moc do działania.
Zaryzykujesz to spotkanie?
„Fight Club” to opowieść o radykalnym przebudzeniu. Choć nie namawiam do zakładania klubów walki, namawiam do odwagi, by wejść do „podziemi” własnej psychiki.
Coaching to właśnie ta latarka, którą bierzesz do ręki, schodząc po schodach. Może być mrocznie, może być niewygodnie, ale na dole czeka na Ciebie ktoś najważniejszy – Ty sam. Autentyczny, nieskrępowany i gotowy, by napisać własną historię od nowa.
Bo jeśli ryzykujesz spotkanie ze sobą, ryzykujesz… że w końcu zaczniesz naprawdę żyć.
Pytanie do Was
Gdybyście mieli dziś spotkać swojego wewnętrznego „Tylera Durdena”, tę część siebie, którą najmocniej ukrywacie przed światem, to co by Wam powiedział o Waszych obecnych wyborach?
Pomyślcie i jeśli zechcecie się podzielić przemyśleniami, będę niesłychanie wdzięczna.


Najnowsze komentarze